10 najlepszych polskich seriali ever*

Po pierwsze, uściślijmy sobie tytułowe „ever”. Wiadomo, że to trochę zarzutka (#itsabait), bo „ever” w moim mniemaniu oznacza ostatnie, powiedzmy, 20-30 lat. Równie dobrze mogłem zatytułować ten wpis „Najlepsze polskie seriale mojego życia”, ale nikogo to raczej nie obchodzi. Dzięki, że tu jesteś Drogi Czytelniku, masz tu moje 10 najlepszych polskich seriali, jakie widziałem. Bez przeklikiwania, wszystko na jednej stronie. Koniecznie daj mi znać, jeśli zapomniałem o jakiejś pozycji (nie proś mnie już o Kryminalnych, nie dam się namówić).

Polskie seriale to niestety nie jest mocna strona naszej kinematografii. Nie była i ciągle nie jest. Ale zdarzają się wyjątki. Raz na jakiś czas pojawi się jakiś szalony producent z ambitnym pomysłem, dobierze do tego jakiegoś świra scenarzystę i razem z reżyserem-świeżo-po-nagrodzie-w-gdyni popełnią dobry serial. Krytycy niby potakują, oglądalność wyrabia te swoje 0,000000008 procenta i w końcu ktoś się orientuje, że w sumie dobrze by było coś na tym zarobić. No i wtedy produkcja się kończy. Dobra, to jedźmy w końcu.

10. Belfer – reż. Łukasz Palkowski (I sezon), Krzysztof Łukaszewicz, Maciej Bochniak (II sezon)

Belfer, fot. Robert Pałka/ TVN

Ten serial ma chyba tyle samo zwolenników co przeciwników. Oto do niewielkiej miejscowości (w pierwszym sezonie) przyjeżdża nauczyciel z Warszawy i bawi się w policjanta. Bardzo powoli odkrywa karty tajemniczego zabójstwa, w które zamieszane są tamtejsze dzieciaki. Robi to tak dobrze, że policja mówi mu „Cho, idziemy do drugiego sezonu, do Wrocka!”. Tu oczywiście też ma do czynienia z zagadką, do której klucz leży w rękach licealistów z Wrocławia. Ten serial jest w połowie fajny, a w połowie taki, że nie starczy facepalmów. Widać dobrą rękę Jakuba Żulczyka (scenarzysty), ale nieskazitelnie czysta postać Belfra grana przez Macieja Stuhra jest momentami hmmm… jakby to nazwać… groteskowa. Pierwszy sezon i tak odniósł duży sukces. Był najchętniej oglądanym serialem Canal+, a u bukmacherów można było obstawiać zakład „Kto zabił?”. Być może nadal można, bo drugi sezon właśnie się rozkręca.

9. Matki, żony i kochanki, reż. Juliusz Machulski – Ha! Tak, dokładnie tak.

Matki, żony i kochanki, fot. Archiwum Tadeusza Drewno/ filmpolski.pl

Co to był za serial, ojaciepanie! Niech o jego sukcesie świadczy fakt, że prawdopodobnie już teraz śpiewacie sobie w głowach „Seeeerwus heloooł, czy naprawdę tylko o to w życiu szłoooo?”, a jeśli nie to proszę bardzo, tu macie tę sławną piosnkę Anny Jurksztowicz (Nie ma za co!): https://www.youtube.com/watch?v=CrhmUpBWYpY
To był rok 1996, kiedy na ekranach naszych telewizorów marki Unitra, Neptun albo i nawet Philips (#szacuneknaosiedlu) pojawiły się Hanka, Wanda, Dorota i Wiktoria. Opowieść o czterech koleżankach ze szkoły i losach ich rodzin była czymś pomiędzy telenowelą, a dobrym serialem obyczajowym. To nie były wyżyny intelektualne tamtych czasów, ale też nie o to wtedy chodziło. Serial przyciągał przed telewizory sporą widownię (hej, w końcu oprócz TVP był wtedy tylko Polsat) i do dziś wspominany jest z rozrzewnieniem. Patrzcie tylko, kto tam grał (kto tam wtedy nie grał?!): Gabriela Kownacka, Elżbieta Zającówna, Małgorzata Potocka, Anna Romantowska, Krzysztof Stroiński, Paweł Wawrzecki, Artur Żmijewski, Jan Englert i wielu, wielu innych, dziś sławnych już aktorów. Przeglądając obsadę tej produkcji praktycznie nie jestem w stanie nie rozpoznać któregoś nazwiska. Nie wspomnę już, że to w tym serialu wielką karierę rozpoczynała Anna Mucha (ehh trochę się w niej podkochiwałem) i Mateusz Damięcki. Piona, jeśli też kiedyś oglądałeś/łaś Matki, żony i kochanki!

8. Ekstradycja – reż. Wojciech Wójcik

Ekstradycja, fot. Janusz Sus/ filmpolski.pl

I znowu sentyment z roku 1996. Marek Kondrat, jakiego dzisiaj zna już niewielu, wtedy brylował na ekranach kin i telewizorów w rolach prawdziwych skur… twardzieli i nikt, by mu wtedy nie podskoczył. To był wtedy jeden z najlepszych seriali kryminalnych. Podobno w wypożyczalniach kaset (omg, przecież były wypożyczalnie kaset!) prowadzono nawet zapisy na wideo z komisarzem Olgierdem Halskim. Perypetie policjanta walczącego z gangami narkotykowymi były wtedy bardzo popularne, a Renatę Dancewicz okrzyknięto pierwszą damą polskiej telewizji. Tu nie ma dyskusji, każdy do niej wzdychał. A, no i pamiętacie jeszcze tę muzykę Jerzego Satanowskiego? Klasyk co się zowie!

7. Krew z krwi – reż. Xawery Żuławski (I sezon), Jan Komasa, Kasia Adamik (II sezon)

Krew z krwi, fot. Robert Pałka/ Canal+

Popis indywidualnej gry aktorskiej Agaty Kuleszy. Żyjąca wśród przestępców (ojciec boss, mąż przemytnik) Carmen (no tak jej dali) stara się trzymać z daleka od kryminalnego świata. W skutek fatalnych okoliczności, mimowolnie, staje się jednak jej pierwszoplanową postacią. O ile w pierwszym sezonie robi to z prawdziwym obrzydzeniem, o tyle w drugim już się w tańcu nie pier… tzn. nie cacka. I to jest właśnie fajne. Najpierw widzimy główną bohaterkę, protagonistkę, która wypiera się zła, by później zauważyć, że zmuszona, znajduje w tym, hmm… nawet pewną fascynację. Świetne role w tym serialu zagrali obok Kuleszy Łukasz Simlat, Andrzej Andrzejewski i Izabela Kuna (#love). Mimo pewnych niedociągnięć, świetnie się to oglądało.

6. Pakt – reż. Marek Lechki

Pakt, fot. Piotr Litwic, Piotr Książek/ HBO

To już połowa rankingu i mogę powiedzieć, że od tego miejsca zaczyna robić się już naprawdę ciasno. Pakt to bardzo dobry serial z ambitnym scenariuszem. Oto Piotr (Marcin Dorociński – już lecą plusy), dziennikarz śledczy ogólnopolskiego dziennika, ujawnia dużą aferę finansową. Wkrótce jednak okazuje się, że sprawa zatacza o wiele szersze kręgi niż to się komukolwiek wydawało. Smaczku w całości dodają tajemnicze wątki religijno-sekciarsko-filozoficzne, które komplikują niby prostą do rozwikłania zagadkę. Potem robi się jeszcze ciekawiej, gdy wraz z głównym bohaterem dochodzimy do sedna problemu. Niestety koniec jest trochę rozczarowujący, ale z zakończeniami tak to właśnie bywa. Aha, dostaję od Was dużo telefonów z pytaniem „Kim jest Marek Lechki?” To prawda, niewiele słychać o chłopinie, a szkoda, bo parę lat temu debiutował ciekawym filmem Erratum, ale scenariusz był tak autorski, że Lechki sam sobie musiał ten film wyprodukować. Fajnie, że mu się powiodło z serialem, czekam na jego drugi film pełnometrażowy.

5. Wataha – reż. Michał Gazda, Kasia Adamik, Jan P. Matuszyński

Wataha, fot. Krzysztof Wiktor/ HBO

Nie jestem do końca pewny, czy umieszczać ten miniserial przed Paktem, no ale stało się, niech będzie. Wataha to tylko po 6 odcinków na sezon, ale za to… no no… dzieje się (no dobra, z początku jest trochę nudno, ok). W ogóle jaki super pomysł, żeby zrobić serial o Straży Granicznej z Bieszczad. Plenery to już gwarantowane świetne zdjęcia, a do tego fascynujący świat pogranicza, nie tylko tego dosłownego. Duży plus tego serialu to powściągliwość. Nikt tu nie gra teatralnego dramatu, nie ma zawodzącego płaczu, wrzasków cierpienia. Z wierzchu jest spokój jak poranek w Bieszczadach, ale jak zajrzeć w głąb lasu to… lepiej nie patrzeć. Świetnie tu wypada Leszek Lichota. Dobrze mu zrobiła ta ucieczka od Ani Guzik z Na Wspólnej. Nie gorszy jest Bartłomiej Topa (absolutny top polskiego aktorstwa). Pomyśleć, że paręnaście lat temu jedyne z czym się kojarzył to z przerzucaniem grzywki w Złotopolskich. Do top 3 obsady dorzucę Aleksandrę Popławską, znaną do tej pory z bycia siostrą Magdaleny Popławskiej. Jeśli tak myśleliście, to błąd, świetna rola Pani Olu. Trochę tu groteskowo wypada Marian Dziędziel w roli pustelnika-niemowy, ale chyba już taka przypadłość pustelników (#Pokłosie #pozdrodlakumatych).

4. Pitbull – reż. Patryk Vega, Xawery Żuławski, Dominik Matwiejczyk, Kasia Adamik, Greg Zgliński

Pitbull, fot. Joanna Reńska/ TVP

Strasznie dużo tych reżyserów jak na jeden serial. Nie pomyliłem się, w ten oto sposób tuż za podium mamy flagowy serial Patryka Vegi. To były jeszcze czasy, kiedy wszyscy patrzyli na tego młodzieńca z nadzieją, że może w końcu pojawi się ktoś, kto nam tu fundnie jakiś fajny serial kryminalny. No ale gość zaraz potem zrobił Ciacho i wszystko diabli wzięli. A Pitbull to był serial naprawdę sztos. Każda rola to była tu perełka: Świetny Marcin Dorociński jako Despero, przegenialny Andrzej Grabowski w roli Goca, fantastyczna Weronika Rosati (tak, tak) jako Dżemma, jak zwykle wspaniały, rzadko trzeźwy Krzysztof Stroiński (Metyl), Rafał Mohr jako objawienie, itd., itd. Ten serial słynął z fantastycznego posługiwania się językiem, w którym mowa policjantów mieszała się z dialektem przestępców. I do tego jeszcze ta dramatyczna nieporadność kryminalnych. Rzadko która sprawa kończyła się powodzeniem, zawodziło wszystko. Tu nie było genialnych śledczych rodem z CSI, żaden z policjantów nie stał nawet obok Serpico. Słowem, Pitbull to obraz nędzy i rozpaczy polskiej policji z lat przełomu wieków.

3. Artyści – reż. Monika Strzępka

Artyści. fot. Maria Wytrykus, TVP

Absolutny fenomen. Serial, który wychodzi spod ręki ludzi teatru – Moniki Strzępki (reżyseria) i Pawła Demirskiego (scenariusz) – znajduje swoje miejsce w telewizji. Nie było do tej pory produkcji, która dawałaby taki ładunek inteligentnego humoru. Ten serial to satyra na świat teatru, na jego twórców, szeregowych pracowników i uczestników systemu, którzy dla teatru stwarzają konkretne warunki. Oto do jednej z warszawskich placówek przyjęty zostaje nowy dyrektor. Od początku zmaga się z samymi tylko problemami, to księgowa przed nim ucieka, to mu wybrzydzają aktorzy i wszystko nagle wygląda tak, jakby to nie na stanowisko dyrektora go przyjęto, ale syndyka masy upadłościowej. Mimo to, nowy szef przyjmuje wyzwanie i na przekór wszystkim próbuje teatrem zarządzać. Wszystko tu jest przemyślane, wszystko tak perfekcyjnie zagrane i w końcu jest, na litość boską, serial, z którego można się pośmiać. W tych zabawnych i trochę strasznych dialogach odnajdujemy mnóstwo odniesień do świata artystów, do ich zwyczajów i przyzwyczajeń. A to wszystko bez jakichś wielkich nazwisk (a mimo to dobrze!). Szkoda, że na jednym sezonie się skończyło.

2. Paradoks – reż. Greg Zgliński, Igor Brejdygant, Borys Lankosz

Paradoks, fot. Phillip Skraba

Znowu serial kryminalny, ale zupełnie wyjątkowy. Fabuła niby zwykła, do zespołu doświadczonego policjanta Komendy Głównej Policji, Marka Kaszowskiego (Bogusław Linda) dołącza podkomisarz Joanna Majewska (Anna Grycewicz) z Biura Służby Wewnętrznej. Majewska po prostu szuka haków na Kaszowskiego sprawdzając akta prowadzonych przez niego spraw. Każdy odcinek to powrót do innego przypadku. W tle jednak rozgrywa się potyczka na wysokim szczeblu, Majewska jest tu tylko pionkiem, a celem nie kto inny – Kaszowski. Fantastyczna w tym serialu jest gra głównych bohaterów i dialogi. Postacie rozmawiają ze sobą skrótowo, nie mówią wszystkiego, a dodatkowo dorzucają do tego niesamowitą, ukrytą dawkę humoru. To wszystko daje nam dużą frajdę w rozgryzaniu, co tu jest grane. Nie wspomnę już w ogóle o roli granej przez Arkadiusza Jakubika, prokuratora z nieodłącznym atrybutem – foliową siatką (wtf?!). Paradoks nie jest jakimś mrocznym, brudnym serialem, ale ma swój ciekawy, wciągający klimat. Bardzo żałuję, że drugi sezon nie został wyprodukowany.

1. Glina – reż. Władysław Pasikowski

Glina, fot. fabrykaobrazu.pl

Mamy w końcu zwycięzcę! Oj strasznie tu jest mroczno, znać tu rękę Pasikowskiego. To nie jest serial o jakimś tam zwykłym zabójcy czy zwykłym gliniarzu. Seryjny morderca zabija z wyjątkowym okrucieństwem, a jego motywy podszyte są grubym upośledzeniem psychicznym. Oh jaki tu był ten Radziwiłowicz! Niby gość mało telewizyjny, z teatralną manierą, ale u Pasikowskiego robił z tego serial mrożący krew w żyłach. Do tego Maciej Stuhr i Jacek Braciak w rolach policjantów jakich nie znacie – powściągliwi, skryci, ale jak cała trójka robiła przesłuchanie to czuć było napięcie w powietrzu. Doskonały był klimat tego serialu – nocne, deszczowe sceny, brudne polskie plenery, do tego muzyka od Michała Lorenca. Na początku to serial jeszcze szedł w porach primetimeu, ale potem już tylko po 22. Glina to, podobnie jak w Pitbullu, świat zwykłych policjantów, ale to bardziej obraz żmudnego, stresującego, często mało satysfakcjonującego śledztwa. Tu nie ma pościgów, efektownych scen walk, są wstrząsające wręcz zbrodnie, mało przekonujące dowody i trudne, długie dochodzenie do prawdy. Naprawdę polecam Wam Glinę.

 

Total
17
Udostępnień