Krótkie metraże, których nie znacie, a są tak dobre, że ojajejuńciu

Myślę sobie tak: idą Święta, a to jest jednak czas wolny i gdzieś tam wieczorami po powrocie z obiadków od cioć i babć zostaje chwila na rozrywkę. Zamiast jednak poświęcać go na Potop albo Jak rozpętałem II wojnę światową można przecież obejrzeć nasze dobre krótkie metraże. A z tymi to jest jednak trochę lipa.

I nie chodzi o ich poziom artystyczny, a o dostępność i popularność. Bo z tymi formami to już tak bywa, że ich życie to są właściwie tylko festiwale filmowe. Krótki metraż zjeżdża sobie całą Polskę (czasem i świat), a potem słuch o nim zanika. Część z nich zostaje potem udostępniona w internecie, niektóre (te produkowane przez Studio Munka) wychodzą na jakimś DVD, ale zdecydowana większość nigdy nie zyskuje szerokiej widowni. I to jest duży minus, bo wiele z moich ulubionych tytułów nie udało mi się w ogóle znaleźć. Przedstawiam Wam te, które są super i można je obejrzeć w internecie. Na legalu, za darmoszke, true story. I trochę się łudzę, że się przełamiecie i obejrzycie choć niektóre z nich.

1. Opowieści z chłodni, reż. Grzegorz Jaroszuk, prod. PWSFTViT, 2011 r., 26 minut – film fabularny.

To jest absolutnie jeden z moich ulubionych filmów krótkometrażowych i – wstyd się przyznać – gdyby nie pokazała mi go Ania, to pewnie nigdy bym go nie zobaczył, bo na żadnym z festiwali na niego nie trafiłem. Piona Ania! I to jest właściwie perełka – etiuda szkolna Grzegorza Jaroszuka, który kilka lat temu debiutował pełnym metrażem o banalnym tytule Kebab i Horoskop. Jeśli go nie widzieliście to musicie wiedzieć, że Jaroszuk to jest mistrz abstrakcyjnego humoru, choć równie dobrze pasują do jego filmów określenia w stylu „czarna komedia” albo „komediodramat”. Chociaż się śmiejemy, to jednak bohaterowie Jaroszuka są w gruncie rzeczy bardzo nieszczęśliwymi ludźmi. Sumując, obejrzyjcie Opowieści z chłodni, a dowiecie się jak para szeregowych pracowników supermarketu chce wystąpić w programie „Najnieszczęśliwszy człowiek miesiąca”.

2. Więzi, reż. Zofia Kowalewska, prod. Studio Munka, 2016 r., 18 minut – film dokumentalny.

Najlepszy jest dokument, co się sam kręci. Potrzebni są tylko prawdziwi, swobodni bohaterowie i dobra jest. Tyle, że to jest właśnie najtrudniejsze. Często kamera powoduje, że ludzie (choćby mimowolnie) zaczynają przed nią grać, zachowują się nienaturalnie i wszystko szlag trafia. A bohaterowie Kowalewskiej są jak najbardziej autentyczni, kamera tylko ich podgląda, trochę obserwuje i trochę nasłuchuje. Tak poznajemy małżeństwo z 45-letnim stażem, a wraz z nim prostą, zwykłą historię, którą po tylu latach – jak się okazuje – spaja coś więcej niż tylko przyzwyczajenie. Prawdziwe, skromne i wzruszające kino, które wygrało chyba wszystkie zeszłoroczne festiwale.

3. Zabicie ciotki, reż. Mateusz Głowacki, prod. WRiTV UŚ, 2013 r., 30 minut – film fabularny.

Mateusz Głowacki, czyli złote dziecko Wydziału Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Niemal każdy jego film szkolny to była nagroda na jakimś festiwalu. Facet trochę tego narobił, ale chciałbym pokazać Wam, moim zdaniem, film wybitny. Zabicie ciotki to film na podstawie opowiadania Andrzeja Bursy z 1957 roku i, jak sam tytuł wskazuje, opowiada o zabiciu ciotki, proste. Młody student historii, Jurek, który z nią mieszka nie może znieść życia pełnego marazmu i degrengolady, których ciotka zdaje się być uosobieniem i w końcu chwyta za młotek. Nie jest to jednak film w stylu Smarzowskiego, o nie, nie. To nieszablonowa historia, opowiedziana nielinearnie, w której wyobrażenia chłopaka mieszają się właściwie z rzeczywistością, a my stajemy przed jakże ważnym, egzystencjalnym i transcendentnym pytaniem „Co tu się kurde blade stało?”. Obejrzyjcie i sami powiedzcie, czy częściej się śmialiście czy chichotaliście.

4. Magma, reż. Paweł Maślona, prod. WRiTV UŚ, 2013 r., 30 minut – film fabularny.

Paweł Maślona był w tym roku w Gdyni ze swoim debiutem pt. Atak paniki. Premiera tego filmu zaplanowana jest na styczeń 2018, więc już niedługo. Tymczasem tutaj macie etiudę szkolną Maślony i, zapewniam Was, to naprawdę dobra etiuda. Janusz pracuje jako sprzedawca w sklepie meblowym, ale nie jest wcale żadnym januszem czy innym mirkiem handlowcem. Jak nikt inny potrafi z każdym meblem sprzedać historię, mówi językiem benefitów, wraz z meblami sprzedaje kawałek potencjalnego życia klienta, a nie tylko kawałki drewna obciągnięte tapicerką. Każdy marketingowiec chciałby tak wciskać kit jak Janusz. Z każdą jednak minutą filmu idealne życie idealnego pracownika zdradza przed nami nieco mniej idealne drugie dno. Oglądajcie do końca i czekajcie na puentę.

5. Portier z hotelu Mewa, reż. Michał Janów, prod. WRiTV UŚ, 2012 r., 28 minut – film fabularny.

Czasy komuny. Portier Zawada znajduje na korytarzu hotelu Mewa antyrządową ulotkę. Jak przystało na posłusznego służbistę natychmiast z przejęciem zgłasza ten groźny, prowokacyjny incydent swojemu przełożonemu. Problem jednak w tym, że winnego nie znaleziono. A partia, jak wiemy, potrzebuje sukcesów. Wkrótce przez to z pozoru niewinne wydarzenie rozkręca się cała machina wydarzeń, a Zawada za wszelką cenę próbuje znaleźć winnego. I cały paradoks polega na tym, że im bardziej szuka, tym bardziej nie może znaleźć. Sprawdźcie, czy w końcu mu się powiedzie.

Total
18
Udostępnień