Mi się podobało, czyli najlepsze filmy 2018 roku

Pamiętacie jeszcze rok 2017? Prawie wszystko zgarnęła w nim Cicha noc Piotra Domalewskiego. Najpierw Gdynia, potem Orły, słowem – sukces. Umówmy się jednak, że to nie był jakiś świetny rok w polskim kinie. Niech ten fakt najlepiej zobrazuje to, że w tym roku wg mojego rankingu Cicha noc nie znalazłaby się nawet na podium. Bo, proszę Państwa, 2018 to był świetny czas w rodzimej kinematografii, także pomimo słów „Człowieka wolności”, ministra kultury, że nie dokładał ani złotówki do jednego z tytułów. Pora zatem przyznać nagrody w kategoriach, które właśnie przed chwilą sam sobie wymyśliłem.

NAJLEPSZE FILMY – MOJE WYBORY

1. Zimna Wojna

fot. Łukasz Bąk

Nie mogło być inaczej. I wcale sobie nie myślcie, że „oooo wszyscy tę Zimną Wojnę nagradzają, to ten tera też!” Wcale, proszę Państwa, że nie. Lubiłem Zimną Wojnę zanim to jeszcze było modne. Najnowszy film Pawlikowskiego jest, moim zdaniem, gorszy od Idy, ale mimo to zachowuje najwyższy poziom artystyczny. Jest na wskroś w stylu reżysera – czarno białe, perfekcyjne zdjęcia, kameralna historia, bardzo spójny scenariusz, mistrzowska reżyseria. Zimna Wojna ma tylko jeden mały, malutki minusik – nie porywa emocjonalnie. Jest za to tak bardzo spójna, że nawet jeżeli coś nam się tu nie podoba, na koniec i tak musimy przyznać, że, tam do licha, historii nie dało się po prostu inaczej poprowadzić. Pamiętajcie tylko wszyscy, że to o tyle nie jest film o miłości, ile o poświęceniu dla niej.

2. Kamerdyner

Kamerdyner, fot. Rafał Pijański

To nie jest wcale tak, jak do niedawna w Bundeslidze, że jest sobie Bayern Monachium a reszta drużyn leje się między sobą o zaszczytny tytuł „Najlepszego w lidze, no chyba, że liczyć jeszcze Bayern”. To wcale nie jest tak, że jest sobie Zimna Wojna i potem długo, długo nic. Kamerdyner na serio zrobił na mnie duże wrażenie. Trzeba go docenić chociażby za rozmach, bo to nie jest tak, że my sobie zrobimy film o trzech nacjach na przestrzeni wieku, a na końcu i tak wyjdzie nam klasyk pt. „Czuję się wyobcowany przez Niemców”. Kamerdyner to film o zmianach, które niesie ze sobą czas. To on dyktuje role, wskazuje dobrych i złych, panów i poddanych, przyjaciół i wrogów. A Kaszubi musieli w tych konkretnych czasach, na tej konkretnej ziemi żyć. Dawno nie mieliśmy w polskim kinie filmu kostiumowego, który nie byłby ekranizacją jakiejś lektury. A tu proszę – i ładnie zrobione, i ładnie zagrane. Ładnie.

3. Ex aequo Wieża. Jasny dzień i Atak paniki

Nie mogłem się zdecydować. Dwa zupełnie inne filmy, ale łączy je jedno – obydwa to debiuty fabularne. Wieża. Jasny dzień to faworyt każdego hipstera. Nie znajdziesz na Zbawiksie w Warszawie nikogo, kto nie potwierdziłby Ci, że Wieża to jest proszę ja Ciebie, prawdziwy cymesik w rurkach, z tekturową kawą, na rowerze „ostre koło”. Film będący opowieścią o tajemniczym połączeniu pomiędzy ludźmi, a naturą. Wieża to swoista gra z widzem, który zostaje z pytaniem „Dobrze mi się wydaje, czy źle mi się wydaje?”. Ile z naszych obaw i strachów ma wymiar rzeczywisty, a ile urojony? Coś słyszałem – w kominie trzepocze uwięziony ptak – czy mi się zdawało?

Atak paniki jest zupełnie inny, choć tu również reżyser bawi się odbiorcą. Nie prowadzi gry, nie zwodzi, nie szykuje odkrywczej puenty – prosto z mostu serwuje kilka opowieści, które wzbudzają w nas uczucie tej wstrętnej niewygody, gdy musisz rozmawiać chwilę z kimś, a nie bardzo chcesz. Albo wtedy, gdy przysiada się do Ciebie żul i, pomimo że dajesz mu zeta na odczepne, to i tak siedzi i gada, a Ty boisz się mu podziękować, bo – zawsze jest taka opcja – może dać w ryja. No więc wzrasta w Tobie to uczucie, tak samo jak wzrasta w bohaterach tego filmu. Tyle, że u nich w końcu wybucha i wtedy się zaczyna.

W POZOSTAŁYCH ROLACH

Najlepszy film wg całego kraju (oprócz Episkopatu Polski): Kler

Matko boska, co to się działo z tym filmem! Wszystkie sale pełne, ludzie walili drzwiami i oknami. Wszyscy reżyserzy łapali się za głowę, bo nikt nie sądził, że wystarczy pokazać pijanego księdza, a ludzie zwariują. Kler pobił frekwencyjny rekord – sprzedał ponad 5 milionów biletów i znalazł się na trzecim miejscu polskiego box office po 1989 roku. Nic dziwnego, że Smarzowski opowiada, że teraz ludzie zaczepiają go w banku i mówią „Pan o bankowcach zrobi!”.

Największe rozczarowanie: Twarz

Twarz, reż. Małgorzata Szumowska, fot. Bartosz Mrozowski

Miało być ciekawie, prosto, inteligentnie, a wyszło trochę kabaretowo z pokazywaniem gaci. Rozumiem, o co chodziło Szumowskiej, wiem, że miała wyjść z tego trochę parodia z małomiasteczkowej (ręka w górę, kto nie przeczytał tego w rytm Podsiadło) Polski, ale reżyserka zamiast się pośmiać, wszystkie nasze przywary wyśmiała. Wyszło z tego coś na kształt tej sytuacji, gdy na imprezie jakiś znajomy odpala filmik na jutubie, rzekomo śmieszny, ale nikt poza nim się nie śmieje.

Najlepszy film, którego nikt prawdopodobnie nie obejrzał: Jak pies z kotem

fot. filmpolski.pl

To nie jest jakieś wybitne dzieło, nie przesadzajmy, ale za to bardzo osobiste. Wyprodukowany niewielkim kosztem film Janusza Kondratiuka opowiada o chorobie brata reżysera – Andrzeja. Jeśli pamiętacie takie filmy jak Hydrozagadka i Wniebowzięci, a nieobce Wam są frazy „Zgroza!” czy „Byliśmy o krok od katastrofy!” z pewnością łatwo odczytacie wszystkie mrugnięcia oka wysyłane do nas przez reżysera.

Film, którego jeszcze nie widziałem, a podobał się wszystkim: Fuga

fot. Krzysztof Wiktor

To jest ta sytuacja, kiedy pytacie starego znajomego, dlaczego się nie odzywał. No jakoś nie było kiedy, wiecie, praca, dom, obowiązki, sraty pierdaty. Pewnie jeszcze Fugę obejrzę, może zdążę w jakimś kinie, najpewniej odbędzie się to tradycyjnie, na kanapie z ręką w pępku.

Film, którego jestem bardzo ciekawy, a nie zdążyłem zobaczyć: Zwierzęta

fot. filmpolski.pl

Zapewne teraz pytacie w myślach „Cooo? Jakie Zwierzęta?” Greg Zgliński do tej pory znany był tylko z jednego filmu – Wymyk oraz z tego, że ludzie pytali „Ale to Polak? To czemu Greg?”. Zgliński długo mieszkał w Szwajcarii, a jak ktoś mieszka za granicą, to zaraz przestaje być Michałem i staje się Majkelem, to jest jakby jasne. No i teraz Greg zrobił koprodukcję polsko-szwajcarską, a ja bardzo jestem ciekaw co to u licha jest.

Najgorszy film: Juliusz

fot. filmpolski.pl

Szkoda, bo wiele tu było oczekiwań. Za scenariusz odpowiadali znani stand-upperzy Abelard Giza i Kacper Ruciński, ale skończyło się na żartach o pierdzeniu i ruchaniu Angeli Merkel. Mimo to, nie był to najgorszy film, którego w życiu widziałem, choć nie wiem czy to dobre pocieszenie.

 

Total
20
Udostępnień