Nikt Was tak pięknie nie oszuka – recenzja Ja teraz kłamię

Dobra, słuchajcie, tu trzeba zacząć trochę inaczej. Ja teraz kłamię to jest film zupełnie inny niż wszystkie, które do tej pory widzieliście, idę o zakład. Świat Pawła Borowskiego jest owszem, niezwykle barwny, ale równie autorski, a co za tym idzie równie niszowy. Na sali wraz ze mną film oglądały jeszcze 3 osoby, a był piątek wieczór, nie jakiś tam wtorek o 12. Takie filmy zawsze skłaniają mnie do zadania sobie poważnego pytania – czy miejscem dla takich obrazów są kina, czy może galerie sztuki?

Bo wiecie, są tacy reżyserzy, co kręcą pod publiczkę. Typowo biorą tematy popularne, nośne i jadą z akcją za miliony peelenów. Ale są też tacy, którzy robią filmy wg własnych, autorskich pomysłów, często nie tłumacząc wcale widzowi swojej idei, ale pozostawiając dzieło na tyle otwarte, by można było sobie – wiecie – dopowiedzieć. Takim reżyserem jest na przykład Lech Majewski, którego filmy ogląda i podziwia cały świat. Ja natomiast zawszę wtedy myślę, czy kino to rozrywka masowa czy elitarna? A może jedno i drugie, w zależności, co kto lubi? Niech i tak będzie.

Z Pawłem Borowskim od początku było trochę inaczej niż teraz. Jego debiut Zero był dość obiecującym filmem z bardzo rozbudowaną, wielowątkową fabułą i przemyślanym scenariuszem. I trzeba było czekać aż 10 lat, by reżyser znów postanowił coś nakręcić. I teraz jest to kino zupełnie inne niż to sprzed dekady. Ja teraz kłamię ogląda się powoli, wracając znów do powtarzających się scen i podziwiając niebywałe zdjęcia Arkadiusza Tomiaka. Wszystko w bardzo przemyślanym kluczu wizualnym i estetycznym. System obrazowania jest tu bardzo precyzyjny, jak cały film. Ma nas zwodzić, prowadzić do fałszywych korytarzy i prowokować do tego, byśmy sami przyłapali go na kłamstwie. Mam też wrażenie, że film to w pewnym sensie satyra dzisiejszego świata, w której – jak chce przekonać nas Borowski – nie istnieją żadne wartości. Jest tylko – jak u Houellebequa – współczesna, zdominowana przez technologię rzeczywistość, reszta to sztuczny bullshit.

Ja teraz kłamię, fot. Olaf Tryzna

Ja teraz kłamię to świat bliżej niedookreślony. W tym świecie, ludzie noszą zabawne fryzury i ubierają się jak w latach sześćdziesiątych. Mieszkają w małych domkach na nóżkach, do których dzwonek to autentycznie gumowe ucho, a kamera wygląda jak oko w pępku. Jeżdżą samochodami, w których drzwi montowane są od przodu (tak, tak) i wyglądają jak wyjęte z muzeum motoryzacji. A wieczorami Ci sami ludzie oglądają program w telewizji jak gość przebrany za królika gania karłów z głowami niczym grzyby muchomorki i krzyczy „Aaaa mam Was, już mi nie uciekniecie – dwa trujące grzybki i fałszywy rudzielec”. No normalnie Hydrozagadka! Kondratiuk na pewno by to propsował.

Wszystko wygląda w tym świecie jak z przyszłości, ale przyszłości karłowatej. Bardziej pasuje tu chyba określenie rzeczywistości równoległej. Jesteśmy w jakimś mieście, nie wiadomo gdzie, w jakimś czasie, nie wiadomo kiedy. Wiadomo jedynie, że dla ludzi tego świata zmysły rozpala popularne show, w którym celebryci opowiadają swoje historie, a publiczność decyduje, czy im uwierzy. Kto wypadnie najbardziej wiarygodnie, ten zgarnia kasę. I tak poznajemy naszą trójkę głównych bohaterów. Celia (Maja Ostaszewska) to niespełniona aktorka, która już dawno w niczym nie zagrała. Jej partner Mat (Rafał Maćkowiak) jest reżyserem, ale tak samo dawno niczego nie wyreżyserował. Obok nich siedzi Yvonne (Paulina Walendziak), wokalistka, która większość kariery wciągnęła nosem. Wszyscy potrzebują kasy, chcą wygrać, więc robią maślane oczęta, żeby publiczność uwierzyła i zagłosowała na nich, na ich wersję prawdy.

Ja teraz kłamię, fot. Olaf Tryzna

Po kolei zatem poznajemy wszystkie historie, które okazują się być połączone ze sobą bardziej niż myśleliśmy. Bohaterowie w pewnym momencie są jak główna postać w Truman Show, tańczą tak, jak im się zagra. Borowski próbuje nas zwodzić. Zapętla dla nas kilka scen i wpędza nas w pułapki, które nadają temu filmowi właściwą esencję – on cały jest kłamstwem. Co rusz dajemy się złapać w pułapki reżysera, iluzje optyczne, których jest tu mnóstwo. Co chwila oglądamy złudzenia, w których jeden obraz przenika płynnie w drugi, ale jest już czymś zupełnie innym. Uśmiechamy się wtedy, ale pojawia się ważne pytanie: co zrobić ze światem, który kłamie? Czy warto przestrzegać reguł w nieczystej grze? Czy lepiej samemu grać uczciwie, czy kłamać, bo wszyscy kłamią? W tym sensie tytuł tego filmu to nie wypowiedź któregoś z bohaterów, a wypowiedź samego reżysera: Ja teraz kłamię.

Ja teraz kłamię, fot. Olaf Tryzna

A przecież właśnie to samo zdanie jest częścią tzw. paradoksu kłamcy, w którym nie można odczytać prawdy, dopóki jej się nie rozszyfruje. Jeśli zakładamy, że autor zdania „Ja teraz kłamię” jest kłamcą, to znaczy, że akurat mówi prawdę, bo przecież tak mówi. Jeśli zaś założymy, że mówi prawdę, to znaczy, że kłamię, no bo przecież mówi, że kłamie, prawda? Kumacie czaczę? No w każdym razie chodzi o to, żeby odróżnić kłamstwo od fałszu, czyli intencjonalne mówienie nieprawdy od nieprawdy samej w sobie (fałszu w pojęciu logiki). Możemy zatem cały nasz świat kreować wraz z prawdą i kłamstwem wedle naszego życzenia. Ale o tym, czy coś jest prawdą czy nie, decyduje coś zupełnie innego, a nasza kreacja kłamstwa lub nie pozostaje tylko naszą kreacją. Innymi słowy, w świecie może istnieć prawda lub fałsz, ale wśród ludzi mogą istnieć ludzie uczciwi lub fałszywi. Uwierzylibyście?

PS. Aha, bo tak, żeby nie psuć tej ładnej konstrukcji na końcu, to powiem Wam, że to nie jest kino dla każdego. Sporo jest tu humoru i nawet kilka razy się zaśmiałem, ale nawet nie wiem czy reżyser by tego chciał. Jeśli chcecie zobaczyć coś totalnie innego niż do tej pory, idźcie. Jeśli chcecie obejrzeć coś przyjemnego dla ducha, to może lepiej odpalcie sobie Przyjaciół na Netflixie. 😉