Piłsudski (nie)odczarowany – recenzja

To niestety nie jest dobry film. Już możecie sobie wyłączyć to okienko i scrollować dalej. Jeśli chcieliście poznać moje zdanie, to już właściwie wszystko wiecie. Piłsudski będzie jednym z głównych nominowanych w kategorii „Rozczarowanie roku”. A wiecie czemu? Bo tu można było wspaniale poszaleć z kamerą, opowiedzieć mnóstwo historii, zrobić z tego film sensacyjny, ba, nawet takiego Bonda z początku XX wieku. Ale nie, zrobiliśmy se film właściwie o niczym.

Ani to nie jest zaskakujące, ani to nie trzyma jakoś specjalnie w napięciu, ani to nie jest nawet ciekawe… No na litość boską, o czym to jest? Film opowiada o dość specyficznym fragmencie z życia Piłsudskiego kończąc na etapie, gdy w 1918 r. marszałka witają w Warszawie jak papieża. Ale my dostajemy na ekranie kawałki, strzępki, pourywane fragmenty z jego życia opowiedziane jeden po drugim, ale bez jakiegoś specjalnego wątku łączącego je wszystkie. Tak jakbyście układali sobie puzzle ale tylko z wybranych kawałków.

© Fot Jaroslaw Sosinski / SF Kadr, Operator Piotr Sliskowski, Pilsudski ” FILM, PRODUKCJA – SF KADR, Rezyser Michal Rosa, Studio Filmowe KADR, Borys Szyc

A wiecie co jest najgorsze? Że reżyser (Michał Rosa) miał do opowiedzenia ważne wątki historyczne, ale nie dał nam samym dojść do tego co się wydarzyło, tylko wziął i napisał normalnie literkami na ekranie „A teraz się wydarzyło to i to i tera patrzcie na to”. Ktoś powie wtedy „No tak, ale przecież bez tych infografik nie wiedzielibyśmy, że tu np. doszło do rozłamu w partii”. Gówno prawda, i tak byśmy wiedzieli, ale to i tak nie o to chodzi. Bo w takim filmie biograficznym ja nie oczekuję, że ktoś mi będzie tłumaczył konkretne wydarzenia z historii Polski, tylko mi opowie jak na to reagował główny bohater. Czy go to zasmuciło, czy się poczuł samotny, a może pokrzepiony?

I to jest właściwie istota – ja bym chciał wiedzieć jak bardzo utrata stanowiska wpłynęła na Piłsudskiego, nie wystarczy mi scena, w której bohater siedzi podparty przy stole i sprzecza się z żoną, bo hajsu nie ma i co robić. A za chwilę i tak reżyser wrzuca nas do nowego wątku i już nie ma tych problemów, co były, już jest nowy rozdział, już się tworzą nowe struktury, już Piłsudski gładzi świeży wąs. Wyczytałem gdzieś, że ktoś z twórców powiedział, że tym filmem chcieli „odczarować Piłsudskiego”, pokazać go mniej kryształowego. Ale sama opowieść o tym, że zdradził żonę niczego nie zmieni, bo ludzi patrzą na tę postać jak na marszałka, wodza, charyzmatycznego przywódcę, a nie jak na przykładnego męża.

© Fot Jaroslaw Sosinski / SF Kadr, Operator Piotr Sliskowski, Pilsudski ” FILM, PRODUKCJA – SF KADR, Rezyser Michal Rosa, Studio Filmowe KADR , Borys Szyc,

I teraz przychodzi czas na odpowiedź na pytanie „E, a co z tym Szycem?” I powiem Wam teraz szczerze, że nie wiem jak mam odpowiedzieć. No, bo najchętniej powiedziałbym, że zagrał poprawnie albo nawet i więcej niż poprawnie. Tyle, że jego rola w tym filmie nie zakłada jakichś specjalnych wyzwań aktorskich. I jest poprowadzona w sposób niemal teatralny, a wiemy, że Szyc potrafi pięknie zagrać subtelnie (widzieliśmy go takiego choćby w Zimnej wojnie). Myślę, że nie można mieć zastrzeżeń do gry aktorskiej w ogóle.

Niemniej, po filmie pozostaje wrażenie, że oto spędziliśmy jakieś 2 godziny oglądając fragmenty z życia Piłsudskiego, ale z poczuciem, że mimo tego w ogóle go nie poznaliśmy. Nie dane nam było poznać jego rozterek, wewnętrznych dylematów czy konfliktów. Zobaczyliśmy to, co właściwie każdy już wie – szlachetnego mężczyznę oddanemu sprawie, który z dumną piersią mówi coś w stylu „Nie bójcie się, Polska idzie!”. No faktycznie, tośmy go odczarowali.